TROPAMI NATURY
Natura stanowi dla mnie stały punkt odniesienia. Obejmuje ona przestrzeń wszechświata na wszystkich jego poziomach, a także warunkuje i tworzy najogólniejszy kontekst bytu. Znane przeświadczenie starożytnych Greków, że struktura kosmosu jest odpowiednikiem dzieła muzycznego – „harmonią sfer” – nie jest bezpodstawne. Znalazło ono oparcie w tym, że zarówno zapis matematyczny w naukach przyrodniczych, jak również teoria muzyki wzięły swój początek z przyporządkowania proporcji przestrzennych, a także dźwięków liczbom rzeczywistym.
Kodowanie zjawisk czy procesów w umownym zapisie pozwala na dalszą refleksję, jego ewentualne przekształcenie czy antycypację nowej optyki. Bliska mi filozofia procesu A.N. Whiteheada, z kosmologią jako centralnym punktem, przetwarza zapis matematyczny teorii względności w metafizyczną strukturę, której samokreująca się Całość jest funkcją przekształcających się relacji pomiędzy jej częściami. Rzeczywistość rozumiana jest jako proces, a dynamika ciągłej zmiany w makro- i mikroskali, opisywana dziś odpowiednio przez astrofizykę i fizykę subatomową, wyznacza jej imponującą rozpiętość.
Mając świadomość bogactwa aspektów, charakteryzujących zjawiska różnych kategorii, które mają miejsce w różnych skalach, koncentruję uwagę na swoistym fenomenie, jakim w naturze jest RYTM. Stanowi on wielopostaciowy i zarazem nieodłączny atrybut życia. Z tej perspektywy świat jest sumą powtarzalnych i niekończących się rytmów.
Moje obserwacje i doświadczenia różnorakich rytmów, jak i świadomość ich przejawiania się poza naszą zmysłową percepcją zawieram w obrazach. Każdy z nich jest zapisem pewnej sytuacji w przeznaczonym jej punkcie na osi miedzy makro- a mikroskalą. Rytm jest nie tylko formą, w jakiej postrzegam i odczuwam świat, lecz pełni jednocześnie rolę ważnego dla mnie środka ekspresji artystycznej. Jego charakter tworzą relacje pomiędzy elementami, a nie elementy same w sobie.
Malując, przeciwstawiam się rozproszeniu, konstruuję nowy porządek, integruję strukturę napięć i sił właściwą tętnu istnienia. Poszukuję nowych harmonii, nowych obszarów świadomości. Abstrakcja jako rodzaj języka wydaje mi się najsilniej powiązana z Naturą, naturą rzeczy czy wszechrzeczy. Operuje bowiem niezwykłą syntezą – skrótem, esencją – która odwołuje się do istoty spraw pierwszych, z których wywiodło się wszystko, co nas otacza, i my sami.
Płaszczyzna płótna paradoksalnie stała się dla mnie polem eksploracji zagadkowości przestrzeni. Ważnym założeniem w mojej pracy jest potraktowanie płaszczyzny jako szczególnego przypadku przestrzeni (kiedy jedna ze współrzędnych równa jest zeru). To ujęcie, z powodu immanentnej umowności płaszczyzny w stosunku do wszystkich poza dwuwymiarowych „bytów”, wydało mi się niezwykle atrakcyjnie. Jest to wyjście do rozpatrywania nieznanych aspektów przestrzeni, które poszukuje ich swoistego „algo-RYTMU”, kodu czy też nieznanego DNA.
Niewyczerpana energia „wszystkiego”, powodująca nieustanny ruch zdarzeń, pojawiających się i znikających egzystencji, kreacji i destrukcji, sprawia, że znane dotychczas układy elementów podlegają cyklicznym zaburzeniom lub rozpadowi. Dezintegracja istniejącej struktury jest momentem zwrotnym wyznaczającym inną perspektywę, która staje się punktem wyjścia do konstruowania nowej całości charakteryzującej się nowym rytmem.
W toku pracy zdałam sobie sprawę, że wnikając w interesujące mnie zjawisko czy proces, intuicyjnie koncentruję się na fazie kreującej, identyfikując się bardziej z energią stwarzania niż z jej przeciwieństwem, jakim jest atomizacja.
Doświadczenie tragicznych skutków destrukcji, jakie przyniosła Naturze postawa antropocentryczna, wyznacza konieczność przekroczenia koncepcji bezwzględnej nadrzędności człowieka. To skłania do szukania nowego układu o bardziej zrównoważonym rytmie, przywracającego Naturze głęboki sens powiązań jej struktury. Wyzwala też dążenie do ponownego połączenia z organizmem Całości oraz ożywienia jego pulsu na kolejnym etapie istnienia i wzmocnienia siły kreacji.
To zjawisko swoistego „falowania” Natury oraz jej modalności prowadzi moje zmysły, ciekawość i wyobraźnię na najrozmaitsze poziomy, których współrzędne mogą być określone przez miejsce i czas, ale również przez sytuację opisaną przez geometrię nieprzemienną, w której pojęcia lokalności i czasu całkowicie znikają. Stabilnym czynnikiem każdej interpretacji malarskiej pozostaje jedynie osobisty dialog świata wewnętrznego z zewnętrznym.
Maluję, wchodząc mimowolnie w prowokujące położenie między ideą a materią, świadomością a podświadomością, przestrzenią a płaszczyzną, wiecznością a czasem.
Moje malarskie działanie – mój indywidualny kod wyrażający sposób kontaktu ze światem – jest w rezultacie ciągłym tropieniem terra incognita. Wszystko w nadziei, że tym sposobem można się zbliżyć do tego, co jest poza horyzontem znanej nam rzeczywistości, czego niepojętą egzystencję jedynie podświadomie przeczuwamy, a co pozostaje niezmiennie Tajemnicą.
Zazwyczaj maluję cykle – zbiory zróżnicowanych ujęć w ramach podjętego zagadnienia. Stanowią one układy otwarte o kilku potencjalnych konfiguracjach. Obraz, w którego kadrze zatrzymana jest pewna „fraza”, zmienia swój wyraz w kontekście innego ujęcia lub całego cyklu. Pragnienie pójścia dalej – przekroczenia progu aktualnej świadomości, podróży w nieznane – towarzyszy każdemu nowo podjętemu malarskiemu wyzwaniu, nadając mu głębszy, transcendentny sens. Ta poszukiwana i nieuchwytna przestrzeń to właśnie przestrzeń sacrum .
Anna Sławkowska-Rode