Anna Sławkowska-Rode

Z  ARTYSTKĄ  MALARKĄ ANNĄ SŁAWKOWSKĄ- RODE

rozmawia Angelika Eliasz

Wybrała pani projektowanie czując, że to malarstwo jest pani powołaniem. Nie szkoda tych lat?

– Absolutnie nie! Ukończyłam Wydział Projektowania i  był  to wybór świadomy.
Młodość domagała się szerokiego pola aktywności a projektowanie takie pole w naturalny sposób stwarzało. Widziałam w nim bardzo rozbudowaną możliwość operowania formą, kolorem ,przestrzenią a także działań o charakterze interdyscyplinarnym. Suma tych potencji stanowiła wielkie wyzwanie dla mojej wyobraźni. Studiowałam i następnie byłam asystentką w pracowni prof. Jacka Damięckiego, którą nazwałabym wizjonerską a równocześnie twórczo  rozwijającą zarysowane przez Stanisława Zamecznika  pojmowanie projektowania. Te kierunki myślenia pozostały mi bliskie do dziś.

I dzisiaj to pani jest wzorem dla młodych artystów.

– Kontakt z młodymi artystami i ich wrażliwością jest fantastycznie inspirujący. Mam nadzieję, że wzajemnie tak na siebie wpływamy. Każde nowe pokolenie, w sposób mu przypisany  i żywiołowy formuje swój czas. Lubię się temu przyglądać i – w pewnym sensie – w tym uczestniczyć, wnosząc wkład w postaci własnego doświadczenia tak projektowego jak i tego, które płynie z malarskich intuicji.

Jednak malarstwo wygrało z projektowaniem.

– W pewnym sensie . Od czasu ukończenia Akademii, gdzie byłam studentką w pracowni malarstwa  prof. Rajmunda Ziemskiego, nigdy  nie porzuciłam  potrzeby malowania. Przez wiele lat mojej praktyki projektowanie z malarstwem przenikały się.
Równocześnie jednak  malarstwo stanowiło pewien kontrapunkt dla projektowania.
Obraz buduje się w nieprzewidywalnej interakcji z malującym , nie można go zaprojektować, podczas gdy wizję projektową zawsze możemy namalować.
Projektowanie odnosi się także do trójwymiarowej ,doświadczanej przez nas bezpośrednio przestrzeni , malarstwo zaś operując płaszczyzną paradoksalnie staje się polem eksploracji  nieznanych przestrzeni , nowych rzeczywistości. Moje stopniowe przesuwanie uwagi kierunku malarstwa było intencjonalnym zawężaniem  szerokiego frontu działań na korzyść pogłębiania wybranego pola. Był to także proces wycofywania się z licznych zapotrzebowań zewnętrznych, uwarunkowanych koniecznymi kompromisami powiązany z równoczesnym otwieraniem się na rosnące potrzeby wewnętrzne.
Ostatecznym powodem zaangażowania się w malarstwo stała się dla mnie całkowita niezawisłość poszukiwań twórczych jaką ono niesie – to miało znaczenie decydujące.

Świat projektowy przestał dla pani istnieć?

– Przeciwnie, żywotnie interesuję się tą dyscypliną choć dzisiaj już z większego dystansu.
Jeśli podejmuję uczestnictwo w jakimś projekcie to głównie na poziomie koncepcyjnym.
Moja aktywność dotycząca zagadnień projektowych urzeczywistnia się obecnie w dydaktyce prowadzonej przeze mnie pracowni. Istotą poszukiwań w mojej pracy ze studentami jest komunikatywna materializacja wyłonionych idei. Metoda realizacji polega na powoływaniu formy plastycznej poprzez znajdowanie właściwych relacji pomiędzy jej komponentami. Naturalna spójność zawarta w komponowaniu  wyznacza  tu obszar wyraźnego  dialogu   projektowania z  malarstwem.

Powiedziała pani, że malarstwo jest samotnią. Jak to rozumieć?

Praca nad obrazem różni się od pracy projektanta, która jest zazwyczaj związana z kooperacją z innymi ludźmi czy instytucjami. Malarz podczas swojej pracy pozostaje całkowicie sam  wobec stawianych sobie  problemów. Malowanie jest przeżyciem głęboko wewnętrznym.

Zatem w kilku słowach. Jakie przeżycia towarzyszą pani podczas malowania? Wokół czego krążą myśli?

Trudno określić konkretne odczucia. To co udaje się namalować najczęściej nie udaje się wypowiedzieć. Malowanie jest pewnym dążeniem, drogą. Można ewentualnie zaryzykować refleksję związaną z kierunkiem tego dążenia… Jakkolwiek zabrzmi to patetycznie celem zawsze jest próba zbliżenia się do Tajemnicy, istoty  naszego bytu i świata .

Stąd u pani fascynacja podróżami, egzotyką, innymi kulturami i cywilizacjami? Potrzeba poznawania świata?

– W dużej mierze tak. Tą ciekawość świata obudził we mnie ojciec, filmowiec przywożący z każdej dalekiej eskapady bogatą dokumentację, trofea i opowieści. Obserwowałam jak wszystko: dalekie pejzaże, przyroda , sztuka tchnęło innym niż znany mi rytmem.
Właśnie ten rytm stał się niepostrzeżenie kluczem rozpoznawania specyfiki klimatów, sytuacji i miejsc. Od dzieciństwa najbardziej fascynowała mnie Afryka. Z czasem zaczęłam podróżować tam sama. Tam najsilniej daje się odczuć  pierwotność rytmu natury przenikającego wszystko niczym dźwięk  bębna.

Rytm świata?

Tak, w rezultacie wszystko co nas otacza reprezentuje pewien rodzaj rytmu lub można w postaci rytmu zapisać .Rytm określa strukturę życia, jego puls, ruch , zmienność, przemijanie cykliczność. Początkowo moje obrazy odwoływały się do wizualnej rytmiczności przestrzeni, podglądały ją  niejako poprzez przypisany sobie  kadr ,często też były tytułowane : „pole widzenia”.
Dziś moją pracę nazwałabym poszukiwaniem wewnętrznej esencji Natury ,kodu, swoistego DNA, może nawet „algo- RYTMU.”                                                                            

Rytmiczność to wspólny mianownik wszystkich pani dzieł. Wyczuwalny…

… ponieważ stał się dla mnie kryterium odkrywania, przeczuwania i zapisu różnych przejawów rzeczywistości. Jego rodzaj stanowi formułę coraz to innych domniemanych  przestrzeni, światów.

Czym są zatem cykle? Próbą dotknięcia określonego zjawiska z różnych stron?

W dużym stopniu tak. Zestawiając i sumując  różne aspekty rzeczy próbuję uchwycić hipotetyczną Całość. W cyklach spotykają się i dopełniają dwa potężne przeciwieństwa: ruch i bezruch.
Ruch występuje niejako pomiędzy poszczególnymi  ujęciami , reprezentuje go otwartość  stale  przekształcającego się  rytmu. Bezruch zawarty jest w zatrzymanej sekwencji – chwili (czy  może  wieczności?).

Jaką rolę w stosunku do rytmu odgrywa kolor?

Stanowi jego przeciwwagę. Rytm wywodząc się umowności zapisu ma podłoże pojęciowe, intelektualne.
Kolor zaś stanowi wartość sensualną odnosząc się do naszej zmysłowości.
Oba te nierozdzielne czynniki: intelekt i zmysłowość pozostają w żywej , mobilnej konfiguracji zarówno w życiu jak i w sztuce.

Jak ważny pani zdaniem jest kontakt odbiorcy z dziełem sztuki?

-Pewien  rodzaj konfrontacji jest potrzebny. Artysta tworząc  swoje dzieło wysyła  określony    „komunikat”  –  ważne zatem by mógł on być w jakiś sposób  odebrany.
Widz, odbiorca w  kontakcie z dziełem sztuki wnosi dodatkową relację. Jego interpretacja wprowadza niebagatelną  wartość  w funkcjonowanie tego dzieła – ponownie je ożywia!

Jeden kadr z pani życia…

– Wieś… To taki mały wielki świat. Przywraca równowagę. Pomaga zobaczyć Całość w drobinie. Wyzwala też we mnie  poczucie, że mam nie tylko kawałek  ziemi, ale także  swój kawałek nieba. W miejscu najbardziej oswojonym paradoksalnie możliwa jest najdalsza podróż. Takie „kosmiczne” podróże pozwalają na spokojny powrót do właściwego nam   kadru – naszej codzienności.

                                                       

 „ W rytmie świata”, Rezydencje, marzec – kwiecień, 2009

© 2026 Anna Sławkowska-Rode

Theme by Anders Norén